Rzecz o zasypianiu małego dziecka – tym samodzielnym i nie tylko…

Fora internetowe doniosły mi dziś o pewnej rozmowie, która została wyemitowana w jednym z programów śniadaniowych, a dotyczyła zasypiania niemowlęcia na rękach rodzica. A dokładniej, oduczania dziecka takiego sposobu oddawania się w objęcia Morfeusza. W programie wzięła udział, a jakże, psycholog dziecięca. Doktor psychologii, autorytet w dziedzinie wychowywania małych dzieci…

Jakież było moje zdziwienie, gdy usłyszałam, że pani psycholog w rozmowie z rodzicami, którzy zgłaszają trudności z usypianiem swojej córeczki poleca drogę radykalną. Te „2-3 doby hardkoru” to czas, w którym zaleca rodzicom zostawienie dziecka samego w łóżeczku, nie załamywanie się oraz unikanie (!) z nim kontaktu wzrokowego. Całe szczęście, że na tą metodę pani psycholog poleciła decydować się tylko tym rodzicom, którzy są pewni, że wytrzymają i będą nieustępliwi w ignorowaniu płaczu dziecka – jest we mnie ogromna wiara w to, że mało który rodzic wytrzyma tak długo cierpienie swojego dziecka…
Skąd moje zdziwienie?
Stąd, że psychologia nie od dziś wie, jakie poważne, negatywne konsekwencje dla rozwoju małego dziecka ma nieukojony płacz (przeczytasz o tym więcej tu). Że podstawą budowania bezpiecznej więzi z dzieckiem jest responsywność rodzica, czyli jego wrażliwe reagowanie na stany emocjonalne dziecka (1). Że małe dziecko płaczem nie wymusza, tylko sygnalizuje swoje potrzeby (2). I że zupełnie naturalne dla ludzkiego, bezbronnego niemowlęcia jest to, że w pierwszych miesiącach swojego życia tak bardzo potrzebuje być blisko swoich opiekunów – również w sensie fizycznym (3).
A jednak. Pani psycholog jako jedną z polecanych, możliwych dróg odzwyczajenia dziecka od kołysania wymienia metodę cry-it-out… 
Smutno mi, gdy myślę o tym, że kult władzy rodzicielskiej wciąż tak silnie dominuje w naszej kulturze i nawet w kręgu naukowców-psychologów nie ustępuje miejsca oczywistemu dla mnie podejściu, w którym na pierwszym miejscu jest relacja emocjonalna, potrzeby wszystkich członków rodziny i wzajemny szacunek wobec nich. W wypowiedziach pani psycholog nie było też miejsca dla pozytywnego wpływu kołysania na rozwój dziecka (o tym przeczytasz krótko np. tu), a szkoda – bo zamiast dążyć do odzwyczajania można byłoby wyjść naprzeciw potrzebie Malucha i zastanowić się, jak ukołysać, aby dla mamy i taty było to bezpieczne i wygodne (np. w chuście lub odpowiednim nosidle – jeśli dziecko już samodzielnie siada – które jednocześnie daje rodzicom możliwość zachowywania własnej aktywności w trakcie usypiania) i aby jednocześnie Maluch czuł się bezpiecznie, bądź rzeczywiście położyć nacisk na łagodne odzwyczajanie krok po kroku – jeśli dziecko jest już na to gotowe i akceptuję zmianę w sposobie usypiania.
Szkoda, że pani psycholog nie zadała na wizji pytania, choćby retorycznego, do przemyślenia dla rodziców i widzów zmagających się z podobnym problemem: jak myślicie, dlaczego Wasze dziecko płacze? Co czujecie Wy wtedy, gdy zaczyna płakać? Czego doświadcza, gdy jest zostawione samo w łóżeczku? Dlaczego jej płacz odbieracie jako Waszą porażkę wychowawczą? Czego potrzebujecie Wy, rodzice, w tym usypianiu? I dopiero wtedy: jak możemy to wszystko pogodzić, co możemy zrobić, by potrzeby wszystkich były zaspokojone?
Trening, trening i jeszcze raz trening. W imię samodzielności dziecka, bez której ono przecież nie poradzi sobie w dorosłym życiu. Owszem, samodzielność jest bardzo ważna, ale obok samodzielności bardzo istotna jest umiejętność proszenia o pomoc wtedy, kiedy jej potrzebujemy – a jest to tym trudniejsze, im częściej we wczesnym dzieciństwie niszczy się nasze poczucie sprawczości, odbiera poczucie bezpieczeństwa i depcze podstawową ufność, jaką obdarzamy bliskich nam ludzi. Każde, naprawdę każde dziecko CHCE BYĆ samodzielne, chce z odwagą i radością eksplorować świat – bo chce być takie, jak my, otaczający go dorośli – ale też chce i potrzebuje mieć przestrzeń do rozwoju w swoim indywidualnym tempie, w atmosferze szacunku wobec własnych potrzeb, które od urodzenia aktywnie komunikuje.

A tak na marginesie… Zasypianie to coś, co każdy z nas potrafił i z sukcesem czynił jeszcze w brzuchu mamy. Dlaczego więc myślimy o tym jako o czynności, której należy się nauczyć?…

Źródła:
1) Bowlby J., Przywiązanie. Wydawnictwo Naukowe PWN, 2007.
2) Sears W., Sears M., Księga wymagającego dziecka. Wyd. Mamania. 
3) Liedloff J., W głębi kontinuum. Wyd. Mamania.  
Zdjęcie: 

  • Wiesz, lubię Cię czytać, choć sama nie mam dziecka, ale strasznie mi się podoba Twoje ciepłe i jednocześnie rozsądne podejście. 🙂

    • Linda Grześkiewicz-Strumidło

      Dziękuję! Bardzo mi miło czytać takie słowa 🙂 Zapraszam do siebie jak najczęściej!