Spotkanie o wielu twarzach. Do czego przydaje się doradca noszenia?

Chcę Cię dziś przekonać do tego, jaki jest sens spotykania się z doradcą noszenia. Bo że ktoś taki istnieje – pewnie już wiesz, jeśli tu jesteś.

Patrząc wstecz na własną chustową drogę zobaczyłam, że moje własne zdanie o „instytucji” doradcy było różne i… doszłam do pewnych wniosków, o których chcę Ci powiedzieć.
Zastanawiając się, jakie potrzeby mają rodzice, którzy chcą nosić swojego malucha stwierdziłam, że oni przede wszystkim, zawsze i bez wyjątków chcą nauczyć się BEZPIECZNIE korzystać z chusty. Innymi słowy, chcą opanować technikę wiązania chusty, krok po kroku tak, by służyła im ona na co dzień, by mogli później we własnym zakresie dochodzić do wprawy i w końcu osiągnąć level master wiążąc plecak prosty z zamkniętymi oczami w 30 sekund J(tak, to jest możliwe!)
Wiem, że są tacy rodzice, którzy uczą się, albo próbują się uczyć wiązać chustę z Internetu – czytają instrukcję, oglądają filmiki, powtarzają wszystko dokładnie tysiąc albo mniej razy z misiem, starą lalką i… voilà! Wiążą pięknego kangura, zjawiskową kieszonkę albo zupełnie prawidłowy plecak. Da się? Da się!
I ja też w pewnym okresie, gdy praktykowałam już noszenie, gdy byłam nawet po pierwszej konsultacji z doradcą myślałam, że spoko! To można ogarnąć bez specjalisty. Po co wydawać kasę? Przecież wszystko jest za darmo w sieci.
Ale wiecie co?
Bez doradcy nie wiedziałabym, jak ma wyglądać naprawdę dobrze zawiązana kieszonka. Jakie uczucie, moje własne odczucie ma temu towarzyszyć – jakie ma być odpowiednie napięcie materiału, jakie znaczenie ma np. to, czy krawędź górna chusty będzie ciut wyżej czy niżej. Tego nie powiedzą mi internety – to musiał mi pokazać doradca. I wyjaśnił wszystko łopatologicznie, gdy jeszcze ledwo kumałam, co to są POŁY 😉
Bez doradcy prawdopodobnie nigdy nie korzystałabym z chusty na co dzień, bo maksymalnie bałabym się, że to jak ją wiążę nie jest bezpieczne dla Laury. Prób wiązania chusty z instrukcji producenta było słownie: dwie. Każda przebiegła słabo, było mi (nam! – bo wtedy myślałam, że do zawiązania chusty potrzebny jest cały pułk wojska – i rzeczywiście był) szalenie trudno a efekty uwiecznione na zdjęciach zakopałam głęboko w odmętach twardego dysku, by się nadmiernie nie czerwienić ze wstydu (chociaż na pewno byłoby z czego się pośmiać!).
Bez doradcy nigdy nie zrozumiałabym, co to znaczy prawidłowa i bezpieczna pozycja dziecka. Określenie: „kolanka wyżej niż pupa” i „zaokrąglone plecki” byłyby dla mnie wciąż totalnie NIEKONKRETNĄ Enigmą, której nie umiałabym zupełnie przełożyć na wykonane TU I TERAZ wiązanie, na mnie i mojej córce. Moim wątpliwościom nie byłoby końca. Bo kluczem jest zrozumieć, zapamiętać i umieć korzystać z wiedzy na temat tego, jak ma wyglądać prawidłowe wiązanie w przypadku konkretnego rodzica i konkretnego dziecka.
Bez doradcy NIGDY nie pokonałabym lęku o to, że Młoda wtuli się we mnie i będzie jej trudno oddychać, że podczas wrzucania na plecy zrobię jej krzywdę, że NIE OGARNĘ tego cholernego plecaka, który tak pięknie wygląda, a ja tak bardzo nie umiem go zawiązać.
Bez doradcy miotałabym chustą na prawo i lewo, i rzucałabym nią w kąt tysiące razy więcej (choć i tak to robiłam, ale chętniej się przepraszałyśmy 😉 ).
Bo prawda jest taka, że technika i ćwiczenie wiązania tak często, jak się da – to jedno.
A świadomość, do czego się dąży i indywidualne wskazówki, jak to osiągnąć – to drugie.

 

I to drugie to jest właśnie coś, czego nie zobaczyłam do tej pory na żadnym filmiku ani nie przeczytałam w żadnych internetach, tylko dostałam od Dominiki i Mileny – za co bardzo im z tego miejsca dziękuję 🙂