Słowa stwarzają Twoje dziecko. O samospełniającej się przepowiedni.

Czy wiesz czym jest samospełniająca się przepowiednia?

Nie?

Spokojnie, ja też kiedyś nie wiedziałam.

Ale myślę, że już czas, by zdawało sobie z niej sprawę znacznie więcej osób.

Jak podaje definicja, samospełniająca się przepowiednia to „potwierdzanie czyichś fałszywych pierwotnie oczekiwań przez zachowanie osoby, której oczekiwania te dotyczą” (Wojciszke, 2011). Tłumacząc z polskiego na polski można powiedzieć, że czasem myślimy sobie o kimś coś zupełnie nieprawdziwego (często są to hipotezy powstałe na gruncie jakichś nieuświadomionych emocji – złości czy żalu…), zakładamy, „przewidujemy”, spodziewamy się czegoś negatywnego z udziałem tej osoby, po czym „niechcący” i w równie nieuświadomiony sposób kierujemy nasze działania ku potwierdzeniu tych założeń, szukając dowodów, albo wręcz pomagając się im spełnić. Jednak po fakcie często zupełnie nie dostrzegamy tego mechanizmu.

Przykład?

Idąc najmniejszą linią oporu odwołując się do samospełniającej się przepowiedni można wyjaśniać zdradę, której w końcu dopuszcza się partner, podejrzewany latami o „skoki w bok”.

Pierwsze badania, które dotyczyły mechanizmu samospełniającej się przepowiedni przeprowadzono wśród dzieci w wieku szkolnym. Rosenthal i Jacobson (1968) zmierzyli IQ uczniom w szkole podstawowej po czym przekazali ich nauczycielom informację, że u 20% z dzieci w ciągu najbliższego roku szkolnego znacząco podwyższy się poziom inteligencji. Niejako zaszczepili w nauczycielach przekonanie, że konkretni uczniowie zaczną uzyskiwać coraz lepsze wyniki w trakcie najbliższych miesięcy. Jak myślicie, co się okazało później?

Dokładnie po roku, dokładnie u tych dzieci, które zostały określone jako te „super rokujące” badanie inteligencji wykazało rzeczywisty, obiektywnie zmierzony jej przyrost. Oczywiście, to akurat badanie nie weryfikowało wpływu innych czynników na inteligencję dzieci, niemniej od lat ’60 XX wieku przeprowadzono setki badań dotyczących wpływu ludzkich oczekiwań na szeroko rozumianą rzeczywistość, i istnienie zjawiska nazywanego samospełniającą się przepowiednią zostało udowodnione na wielu polach, nie tylko w obszarze nauki szkolnej (nawiasem mówiąc, o tym jak istotną rolę procesy poznawcze z zakresu oceniania/oczekiwań odgrywają w tradycyjnej szkole bardzo chciałabym napisać oddzielny post – mam nadzieję, że niebawem to uczynię).

Zapytacie, co ma samospełniająca się przepowiednia do rodzicielstwa?

Ano ma, i to bardzo wiele.

Na początek chciałabym zostawić Cię na chwilę z tymi trzema pytaniami…

Jak myślisz, jakie przekonania o świecie budują w Twoim dziecku Twoje słowa?

Jaką wiedzę o sobie nabywa Twoje dziecko w kontakcie z Tobą?

Jaki obraz siebie i Ciebie jako rodzica, ma Twoje dziecko?

 

Nie dalej jak 8 godzin temu byłam z moją córką na placu zabaw. Spokojne, leniwe przedpołudnie na piaszczystym skrawku „dzieciowego” terytorium (choć patrząc z boku można szybko dojść do wniosku, że mimo infrastruktury wciąż nie dzieci, a ich rodzice cieszą się tam niezachwianą dominacją i władzą). W tym spokoju i wydawałoby się, harmonii robimy sobie z Laurką baby piaskowe, a nieopodal nas pewna dziewczynka wspina się na zjeżdżalnię, co by nie mówić, pod prąd. Nikomu to jednak nie przeszkadza, bo jak wspomniałam – spokój jest i cisza, co na placu zabaw zawsze oznacza – dzieci MAŁO. Cisza i spokój, w dziewczynce zaś skupienie bo z jakiegoś powodu obrała sobie za cel wspinaczkę po trudnym terenie.

Nagle ni stąd ni zowąd osoba, która się nią opiekuje, krzyczy:

„Uważaj! Uważaj, bo jak będziesz się tak wspinać to spadniesz!!!

Dziewczynka z nagła podnosi głowę, szuka wzrokiem opiekuna, błędnik szaleje, nogi się chwieją i ryms… to na lewo, to na prawo, w końcu zlatuje na piasek. Zaczyna szlochać wystraszona…

„No właśnie!!! No właśnie, o to mi chodziło! Uderzyłaś się? Chodź tu, zobaczymy, co się stało.”

…Chcę Ci dziś krótko i dobitnie powiedzieć: swoimi słowami stwarzasz swoje dziecko.

Nie wiem, jak potoczyłaby się historia z tą zjeżdżalnią, gdyby nie padło nagłe „Uważaj”. Znając wiele różnych dzieci i obserwując je godzinami w różnych miejscach śmiem twierdzić, że ta sytuacja miała szansę zakończyć się bezboleśnie, gdyby tylko w głowie opiekuna dziewczynki nie tkwiła uporczywa myśl, że „ona na pewno spadnie”, gdyby lęk o jej zdrowie i bezpieczeństwo, który najprawdopodobniej jest głęboko, głęboko schowany pod płaszczykiem racjonalnych myśli ujrzał w końcu światło dzienne i gdyby pozwolono mu „wypowiedzieć się” w słowach:

„Widzę, że chcesz się tędy wspinać na górę. Trochę się boję, że spadniesz. Może potrzebujesz mojej pomocy?”

Nie staraj się być rodzicem idealnym. Bądź takim, jakiego sam chciałbyś mieć; takim, który buduje i wspiera, a przede wszystkim – jest w zgodzie ze sobą i żyje w przyjaźni ze swoimi uświadomionymi lub nie wewnętrznymi „przepowiedniami”.

KAŻDE Twoje słowo stwarza Twoje dziecko. Każde Twoje słowo ma szansę je budować albo nim zachwiać.

 

Literatura:

Wojciszke, B. (2011). Psychologia społeczna. Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR, Warszawa.

Zdjęcie: pixabay.com