Zanim wydasz mi polecenie, dołącz do mnie! #wyobraźsobie

Zdjęcie - lina

Wyobraź sobie, że siedzisz nad bardzo ważnym zadaniem. Cokolwiek to jest – intratne zlecenie, zamknięcie miesiąca, pisanie ważnego i czasochłonnego maila, gotowanie obiadu – jesteś tym zaabsorbowana bez reszty, bo jest to dla Ciebie niezmiernie ważne.

Zdjęcie - lina

Nieistotne, jaki jest efekt, niekoniecznie musi Ci to też sprawiać przyjemność – to po prostu jest ważne i chcesz poświecić się temu – tu i teraz.

I nagle przychodzi ktoś. Ten ktoś mówi Ci mniej więcej coś takiego:

– Słuchaj, weź to zostaw, wychodzimy.
-…
– Ale już, słyszysz? Idziemy, odłóż to!
-…
– Naprawdę nie rozumiesz, co do Ciebie mówię? Przecież już trzeci raz powtarzam, że idziemy!
-…

Jak długo znosiłabyś takie „gadanie”? Kiedy skończyłaby się Twoja cierpliwość?

Idę o zakład, ze niejednokrotnie jej kres nadszedłby szybciej niż nadchodzi u wielu dzieci, być może również Twojego a nieraz również mojego, gdy umęczone takim nagabywaniem zaczynają żywo wyrażać swoja totalnie zrozumiałą w tej sytuacji złość – krzycząc, plącząc i robiąc rozmaite rzeczy, by pokazać, jak bardzo w danej sytuacji zależy im, byśmy je zauważyli.

Wyobraź sobie teraz ponownie sytuacje, w której jesteś zajęta czymś ważnym. Przychodzi do Ciebie ktoś. I ten ktoś mówi:
-Hej, widzę, ze piszesz jakąś wiadomość. To dla Ciebie bardzo ważne, co?
-Wiesz, tak, właściwie to chce to teraz skończyć.
-Rozumiem. Chcesz skończyć tego mejla, bo jest dla Ciebie ważny. Wiesz, mam dla Ciebie taka propozycje – chciałabym teraz wyjść na zewnątrz. To dla mnie ważne, bo zależy mi na umyciu samochodu. Potrzebuję do tego Twojej pomocy. Co Ty na to?
-…

Co poczułabyś w tej sytuacji? Co pomyślał(a) byś sobie, co byś odpowiedział(a)?

Czy jest o co kruszyć kopie? 

To, czym różnią się obie sytuacje to zaistnienie kontaktu – bycie zauważonym i usłyszanym przez druga osobę, która poświęca swoja uwagę temu, co ważne dla tej pierwszej osoby.
To, co je rożni to tez zupełnie inne słowa – prośba zamiast nakazu, prawdziwe, autentyczne jej uzasadnienie, dzięki któremu cały przekaz zyskuje na wartości.

Niemal każdego dnia zastanawiam się, dlaczego wciąż tak często myślimy, że nasze dzieci to jakąś „inna” kategoria ludzi, której nie należy się zrozumienie właściwe dla ludzi dorosłych. Dlaczego uzurpujemy sobie prawo, by decydować o tak wielu rzeczach za nasze dzieci w obszarach, które one mogą o sobie decydować same (od ubrania po śniadaniowe menu, od fryzury, czapki po kwestie tego,  czy podroż do sklepu odbędzie się na nogach czy w chuście/wózkiem) a później dziwimy się, ze tam, gdzie my rzeczywiście chcemy zdecydować za „ogół” one się sprzeciwiają.
Nic dziwnego, jeśli tak mało maja do powiedzenia – w myśl, mam nadzieje przedawniającego się już „dzieci i ryby głosu nie maja”…

Kto odpowiada za wzajemną relację?

Ale wracając do punktu wyjścia – myślę sobie, ze często ogromnym dramatem obojga – rodzica i dziecka jest niemożność zbudowania porozumienia.

Ciężar odpowiedzialności za to porozumienie bądź jego brak spoczywa na nas – dorosłych, choć nasze dzieci naturalnie dążą do budowania z nami kontaktu niemal tysiąc razy na dzień, próbując robić dokładnie do samo co my, chcąc nas naśladować i po prostu być takimi samymi, mądrymi i nieomylnymi w ich oczach ludźmi.

Wielokrotnie w swojej codzienności zderzałam się sie ze ścianą chcąc tu i teraz zarządzić, ze w tej właśnie chwili wychodzimy. Jak bumerang wraca wtedy do mnie zdanie L.Cohena z Konferencji Bliskości w 2015 roku: „connect before direct!” – czyli w wolnym tłumaczeniu, zbuduj kontakt, dołącz do mnie zanim zarządzisz.

Wystarczy krótkie: budujesz z klocków! Widzę, ze sprawia Ci to duża frajdę. Wiesz, bardzo chce teraz wyjść do sklepu, chce zrobić zakupy, żebyśmy mogli ugotować obiad. Pomożesz mi?

Zawsze, ale to zawsze zakładam, ze L. Może mi odmówić. Takie ma prawo, i ja staram sie je szanować – daje nam wtedy jeszcze 5 minut na wspólną zabawę, bo najczęściej to brak wspólnego czasu i duża potrzeba kontaktu jest tym, co pozornie „zniechęca ja” do moich propozycji. Tak samo, jak zgodziłabym sie na pójście po zakupy później, gdyby poprosił mnie o to mój mąż.

Zanim zarządzisz następnym razem – wypróbuj to, o czym właśnie przeczytałaś i daj znać, jak było 🙂

A już teraz, dołącz do mnie na FB!

Zdjęcie: condesign