Nazwij to, co czujesz. Nazwij to, co ja czuję.

zabawa w piaskownicy

Zainspirowana Waszą wdzięcznością za ten wpis publikuję go tutaj w wersji rozszerzonej. Tym razem jednak zacznę inaczej.

Jest któryś-z-kolei-roboczy-dzień-tygodnia. Wstaję niedospana po nocnym douczaniu się z obszarów, których nigdy dotąd nie dotykałam. Jakieś narzędzia blogerskie, marketingi, soszjalmidja… Uczę się, wciąż się uczę i wstaję, na razie jednym okiem. L. za to już wstała obojgiem swoich oczu, obiema rękami, nogami nawet. Co prawda jeszcze trochę popija mleko, ale chętna jest, żeby w ciągu najbliższych 5 minut zdobyć cały świat.

Nie chcę wstawać. Wolałabym pospać. Mdli mnie na myśl o kolejnym przedpołudniu spędzonym na poszukiwaniu wspólnych dzieciowych atrakcji, pełnym uczestniczenia w wyczerpujących placozabawowych interakcjach z innymi dorosłymi. Te z dziećmi, nie swoimi, jeszcze całkiem spoko. Może podczas drzemki poczytam książkę, może zacznę kolejny wpis, albo może odpowiem na zaległe wiadomości. Ciekawe, co wydarzyło się wczoraj „na świecie”. Ależ napiłabym się ciepłej kawy…

[…]

Jajecznica nie. Awokado nie. Juju? Pójdziemy na juju, jak zjemy śniadanie. Buj buj. Tak, buj buj też będzie. Nie wstawaj, proszę. Boję się, że wypadniesz z tego krzesełka. Bach? Chcesz już wyjść? Może zjesz jeszcze coś? Cokolwiek?…

[…]

Chcesz siku? Zaraz wychodzimy. Załóż majtki. I spodnie! Kochanie, proszę, załóż te majtki i spodnie. Pić? Chcesz pić. OK. A teraz załóż spodnie i sandałki. Chcę już wyjść!!!

[…]

Chcę już wyjść!

[…]

Chcę – JUŻ – WYJŚĆ!!!

[…]

Tak. Tak też czasami bywa. U nas – też. Wiem, że jeśli podnoszę głos to krzyczy moja potrzeba autonomii, odpoczynku. Wiem, że jeśli „już nie mogę” to muszę i bardzo chcę jedynie zadbać o to, by wciąż mówić o sobie, nie oceniać, nie krytykować, nie obwiniać. Wiem, że moją ostateczną granicą cierpliwości jest pojawiająca się przemożna chęć powiedzenia: „I czemu (albo jeszcze lepiej: po co) znowu jęczysz?!” – wtedy już na pewno, na 120% wiem, że muszę przynajmniej pomilczeć z zamkniętymi oczami przez chwilę. Czasem zatykam też uszy. Potem wszystko wyjaśniam.

Lepiej jednak jest, jeśli wyłapię to wszystko znacznie szybciej. Jeśli regularnie, najlepiej raz na tydzień, względnie raz na 2 tygodnie wyjdę rekreacyjnie z domu. Nie popracować, nie poczytać i nie po zakupy. A najlepiej jest, jeśli uda nam się skorzystać z wyjścia we dwoje, co przy naszej sytuacji mieszkaniowo-rodzinnej zdarza się wyjątkowo rzadko. Dobrze jest też zadbać o wspólny czas we dwoje wieczorem, przeznaczyć go na rozmowę o tym, co dla nas ważne. Nie, oglądanie seriali nie załatwia sprawy, chociaż przeżywamy je razem i „czerpiemy” z nich na gruncie naszej codzienności: L. po porannym wstaniu często ma fryzurę jak Tyrion a potencjalnemu zamachowi zapobiega Carrie i Quinn 😉 Sprawę prawdziwej regeneracji za to niezawodnie załatwia czasem już 5 minut – SERIO! – 5 minut skupienia uwagi na sobie nawzajem. Rozmowy, w której słuchamy siebie naprawdę. Zobacz ten krótki film jeśli jesteś ciekawa znaczenia tych kilku minut.

***

Plac zabaw. Ja z L. Wiaderka, łopatki, foremki takie-takie.
Robimy babę. Standardzik. 🙂

Siedzimy w cieniu, więc wokół nas robi się atrakcyjnie dla innych dzieci – przesypujemy, gadamy, śmiejemy się.
Zabawa trwa w najlepsze, ale jak to czasem bywa – do czasu.
Do pewnego momentu ktoś kogoś o coś prosi i to dostaje, inną łopatkę, inną foremkę. Jeśli nie dostaje to pociesza się jakąś znalezioną alternatywą.

L. jest zajęta grabieniem, woli ewidentnie pobawić się sama więc zaczynam robić babę z trochę starszym od niej chłopcem. Przesiewamy trochę piachu, wsypujemy do wiaderka…

W pewnym momencie L. się wkurza. Sypie we mnie piaskiem. Widzę złość, widzę zazdrość – myślę sobie, OK, potrzebujesz mnie. Potrzebujesz kontaktu ze mną. Przychodzi mi to stosunkowo łatwo po wczorajszym 3-godzinnym oddechu bez-dziecka za to z mężem (polecam przynajmniej raz na jakiś czas!) 🙂

Mówię: „Rozzłościłaś się, bo wolałabyś, żebym bawiła się z Tobą?” – w tej samej chwili sypie jeszcze raz.
„Nie podoba mi się, jak na mnie sypiesz, nie chcę tego.” – jest konsternacja, napięcie. Rozładowuję sytuację otrzepując buzię ze śmiechem, kieruję się tylko do Laury, wiem, że tego potrzebuje.
„Widzę, że jesteś już zmęczona, pójdziemy już do domu spać?” „Tak…”
„OK.”
Mówię do ogółu dzieci, że my już idziemy i zabieramy swoje zabawki. Powoli zbieramy nasze piaskowe akcesoria, ale problematyczne staje się jedno wiaderko, które akurat używa chłopiec od baby. Mówię do niego, że chcemy zabrać wiaderko, bo idziemy do domu, L. za nie łapie, chce je wziąć, chłopiec nie puszcza. Jest wymiana spojrzeń, taka pełna emocji, wiecie. Oddaj mi to, nie oddam ci, teraz ja się ekstra bawię.
Mówię: „Jesteś Laurko zmęczona i nie podoba ci się, że chłopiec bawi się Twoim wiaderkiem? A tobie [to do malucha] pewnie trochę smutno, bo chciałbyś dokończyć tą babę?”
L. przytakuje, chłopiec mówi „Tak…”

Proponuję, że wspólnie wysypiemy piasek, a potem żegnamy się i zabierając wszystkie zabawki idziemy do naszego wózka…

Pomyślisz,o co tyle rabanu? Przecież wystarczy „kazać” jednemu oddać co do niego nie należy, drugiemu kazać się uspokoić natychmiast, przecież nic się nie stało. A w ogóle to jak mogłam nie ukarać dziecka za sypanie piaskiem po oczach!

Ale widzisz, moim celem nie jest dyktowanie dzieciom, które spotykam na swojej drodze tego, co mają robić. Moim celem jest sprawić, by czuły się wartościowe takie jakie są – ze swoją złością, smutkiem, radością, niezależnie od tego, że okazują te emocje tak jak potrafią w swoim wieku – chociaż pewnie wolelibyśmy, żeby już jako niemowlęta potrafiły o nich mówić (niestety, na to trzeba ale i warto trochę dłużej poczekać 🙂 )
Moim celem jest pokazywać dzieciom jak rozwiązywać problemy, a nie uczyć je posłuszeństwa.

***

I tak właśnie jestem tu i teraz. Napisałam rozszerzenie tego wpisu po to, by pokazać Wam, że życie nie jest czarno-białe a ci, co podają Wam inspiracje na tacy też są tylko ludźmi. Wszyscy nimi jesteśmy, każdy ma prawo się potknąć, ważne jest to, ile wiedzy o sobie wynosimy z tych potknięć. Z tą myślą chcę Was zostawić i uciekam spędzić ważne dla mojego, naszego jutra 5 minut z mężem.