5 mitów dotyczących komunikacji (nie tylko z dzieckiem)

Być może zdarza się, że gdy próbujesz dogadać się ze swoim dzieckiem, mężem, partnerem, przyjaciółką bądź kimkolwiek innym – spotkanym w prawdziwym świecie lub wirtualnej rzeczywistości, doświadczasz frustracji i nie wiesz, jak się dogadać. Próbujesz różnych sposobów, a często i tak czujesz złość, bo nikt Cię nie rozumie. Być może czasem rezygnujesz w przedbiegach, bojąc się konfrontacji… Jak rozmawiać będąc w zgodzie ze sobą? Jak nie raniąc drugiej osoby, wyrazić to, o co nam chodzi? Czy wystarczy poznać kilka „technik”, by komunikacja stała się bardziej skuteczna?

Postanowiłam dziś przedstawić Wam kilka nieprawdziwych twierdzeń dotyczących komunikacji, z którymi ostatnio się spotkałam. Dajcie znać, jak Wam z nimi jest 🙂

MIT #1: Istotą skutecznej komunikacji jest to, by odbiorca usłyszał i przyjął dokładnie to, co chcę mu przekazać.

Pewnie chciałoby się, by tak było. Jak proste byłoby życie, gdybyśmy mogli zakładać, że druga osoba usłyszy, przyjmie i zaakceptuje w całości dokładnie to, co chcemy wyrazić. Niestety (i stety jednocześnie!) to, na co mamy wpływ to my sami – to, co i jak wyrażamy. Odbiorca zaś widzi i słyszy, „przepuszczając” komunikat przez własny, niepowtarzalny filtr – własnych doświadczeń, przekonań, wiedzy. Nie ma takiej możliwości, abyśmy mogli wpłynąć na to, w jaki sposób odbierze nas druga osoba. Jeśli zakładamy, że to jest naszym celem, wydatkujemy mnóstwo energii mocując się z tym oczekiwaniem i doświadczając bezradności, gdy się to nie udaje. Przejmując odpowiedzialność za innych stoimy w ślepej uliczce i tupiemy nogą licząc, że nagle pojawi się droga tam, gdzie jej nie ma. Tymczasem, kiedy się odwrócimy i popatrzymy na to, co mamy – na siebie i swoje zasoby ze sporą szansą okaże się, że mamy mnóstwo alternatyw. I w tym właśnie obszarze mamy wielką moc – wpływ na to, jak wyrażamy siebie. Im bardziej jesteśmy w zgodzie ze sobą wyrażając siebie, tym więcej zrozumienia, satysfakcji i spokoju daje nam komunikacja.

MIT #2: Ludzie są w stanie domyślić się tego, czego od nich oczekuję.

W zasadzie, to po prostu niemożliwe. I bardzo wyczerpujące. Być może czasem tak się dzieje – że ktoś „wyprzedzi” naszą prośbę i na przykład zrobi nam rano herbatę. To bardzo przyjemny wyraz troski J który zazwyczaj wynika jednocześnie z myśli: „pewnie ta herbata zrobi jej/jemu przyjemność” jak również z potrzeby docenienia, akceptacji, bycia w kontakcie… Każda taka sytuacja może być źródłem wdzięczności, podstawą dla bliskości, cementem dla relacji – ale trudno zakładać, że będzie to fundament związku. Wyobraź sobie, że to wobec Ciebie oczekuje się domyślania oczekiwań, próśb i potrzeb z drugiej strony. Nie wiem jak Ty, ale gdy ja byłam w takich relacjach zwykle bardzo się męczyłam i zdecydowanie wolę, otrzymywać jasne, bezpośrednie komunikaty, w tym prośby. Nikt nie siedzi w Twojej głowie, a Ty nie możesz „wejść” do czyjegoś umysłu i odgadywać potrzeb i uczuć drugiej osoby. To, co w zamian możesz zrobić to zajrzeć wgłąb siebie i wyrazić jasno to, co dla Ciebie ważne.

MIT #3: Celem  komunikacji jest uzyskanie określonego zachowania.

Co mam zrobić, by moje dziecko przestało krzyczeć? Jak zareagować, by szybciej się ubierało? Jak sprawić, by mój mąż zaczął dzielić ze mną obowiązki domowe? Kiedy przyjmujesz założenie, że Twoim celem jest uzyskać określone działanie u drugiej osoby, tracisz możliwość skontaktowania się z nią i uzyskania porozumienia – a przecież możesz w rozmowie pokazać drugiej osobie swoją perspektywę, odnaleźć w sobie otwartość i ciekawość do poznania punktu widzenia drugiej osoby. Dopiero wtedy, będąc w kontakcie pojawi się pole ograniczonych jedynie wyobraźnią rozwiązań, które zaspokoją potrzeby Twoje i drugiej osoby. Więcej o takim sposobie myślenia względem komunikacji z dziećmi pisałam TUTAJ.

Celem komunikacji jest zatem bycie w kontakcie, czyli zejście z poziomu ocen i zachowań na poziom uczuć i potrzeb – to jest ten poziom, na którym każdy z nas może być sobą nie raniąc drugiej strony. Bardzo lubię ilustrować to tym zdaniem: „Poza pojęciami czynienia tego, co właściwe i tego, co niewłaściwe, istnieje przestrzeń. Tam się spotkamy” (Rumi).

MIT #4: Korzystając z określonych metod komunikacji mogę być pewna sukcesu.

Kiedy zrozumiałam, że oczekiwanie sukcesu po mechanicznym zastosowaniu sztywnych formułek, czy zasad jest kolejną ślepą uliczką zaliczyłam niemałe rozczarowanie 🙂 Niemniej, poznając teorię komunikacji i kroki, które służą lepszemu zrozumieniu siebie i innych „budowałam (i buduję) fundament”. Myślę, że metody, teorie, kroki etc. warto potraktować jako znaki drogowe na ścieżce, której celem jest porozumienie. Do tych znaków potrzebne są też zasoby – świadomość uczuć i potrzeb, refleksja nad tym, co dla Ciebie ważne, świadomość lęków, granic… Dla mnie ogromnie ważna jest lekcja pod tytułem „Autentyczność”. Każdy drobiazgowo przemyślany komunikat, przygotowany zgodnie z teorią, ale nie będący w zgodzie z Tobą będzie tylko formułką, na którą otoczenie może zareagować sprzeciwem. To też pewien etap rozwoju – jak to mówił instruktor narciarstwa w Wojnie Domowej, „jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz” 🙂

MIT #5: Kiedy ktoś się boi, to uspokoję go mówiąc „nie bój się!”. Kiedy ktoś się czymś martwi , pomogę mu mówiąc „nie martw się, wszystko będzie dobrze!”

Żyjemy  w kulturze, w której nie ma przyzwolenia na mówienie o emocjach, szczególnie tych nieprzyjemnych. Trudne chwile są trudne (tak, to masło ma być maślane), więc jesteśmy gotowi zrobić wiele, by ich nie było – choćby wiązało się to przybraniem ciężkiej do udźwignięcia maski i noszeniem jej przez wiele lat. Nie pomaga nam, gdy sami słyszymy „nie martw się”, „nie bój się” ale nie wiemy, jak można reagować inaczej. Tymczasem, zaprzeczanie emocjom tylko je pogłębia i sprzyja powstawaniu fałszywego ja – ja, które nie dostaje zgody na istnienie i potrafi mocno utrudniać życie – bywa przyczyną zaburzeń psychosomatycznych, wybuchów złości, potrafi blokować cały potencjał rozwojowy… (1) Badania nad więzią pokazują, że rzeczywiste wsparcie emocjonalne oznacza taką odpowiedź na słowa czy zachowanie, która jest dostrojona – niesie komunikat: ‘To jest OK, że przeżywasz te emocje’. To bywa dużym wyzwaniem bo dostrojenie emocjonalne to najpierw świadomość własnego stanu wewnętrznego, a dopiero potem otwartość na drugiego człowieka, gotowość do zrozumienia i uszanowania go takim, jaki jest. (2) Jeśli chcesz, spróbuj częściej przyglądać się swoim emocjom, czy czegoś się obawiasz? Co budzi Twoją frustrację, złość? Powiedz sobie, że to jest OK. Pomyśl, co możesz z tym zrobić. Spróbuj na niepokój swojego dziecka zareagować dając mu prawo do jego emocji i zobacz, co się stanie. „Chyba się niepokoisz? To zrozumiałe, ja też boję się w nowych sytuacjach”.

W myśleniu o komunikacji inspiruje mnie teoria Porozumienia Bez Przemocy M. Rosenberga. Jestem bardzo ciekawa, jakie Ty masz refleksje po przeczytaniu tego wpisu. Czy jest to dla Ciebie coś nowego? Czy to daje Ci jasność? Czy odpowiada Ci taki sposób myślenia o komunikacji? Jeśli stwierdzisz, że to wartościowa treść będę wdzięczna, gdy podasz ją dalej 🙂

  • Bradshaw John, Podróż do swego wewnętrznego domu. Wydawnictwo Medium, 2008.
  • Siegel D. J., Hartzell M., Świadome rodzicielstwo. Wychowaj szczęśliwe dziecko dzięki większej samoświadomości. Wydawnictwo MiND, 2015.

Obrazki: derwerbepool, ambermb, Gellinger