A czy Twój noworodek też jest noszakiem? O potrzebie bliskości.

Pytam dziś dość retorycznie, choć na wszelkie odpowiedzi jestem otwarta. Mam też w sobie ciekawość wobec tego, czy termin noszaki jest Ci znany. Co on oznacza? Dlaczego noworodek potrzebuje bliskości? O tym przeczytasz w tym artykule.

Kiedy rodzi się życie…

O pierwszych trzech miesiącach życia dziecka mówi się, że jest to czwarty trymestr ciąży. Noworodek rodzi się w pełni zależny od rodziców i niedojrzały – jego wzrok i słuch są niegotowe na odbieranie bodźców z intensywnością, do jakiej my dorośli przywykliśmy. Wszystko, czego potrzebuje to troskliwa opieka, której synonimem dla takiego maluszka jest bliskość cielesna – fizyczny kontakt z dorosłym będący (z perspektywy dziecka) gwarancją przetrwania. Sam poród jest dla dziecka doświadczeniem przerażającym –wyrwaniem z jedynego dotąd znanego otoczenia, w którym było mu ciepło, dość ciemno, ciasno, przytulnie. Z miejsca, którym jego ciało doświadczało nieustannego masażu, słyszało bicie serca mamy. Oboje – mama i dziecko doświadczają porodu jako podróży w nieznane, która może napawać ogromnym lękiem (1). To, co znane dla dziecka to ruch, głos mamy, jej zapach i dotyk. I właśnie to daje mu poczucie bezpieczeństwa w okresie adaptacji po narodzinach. Zapewniając mu bliskość i komfort w tym czasie, budujemy jego podstawową ufność do świata, która zostanie w nim na całe życie. W bliskości rodzica, maluszek może poznawać świat na tyle, na ile jest gotowy – otwiera wtedy oczy i uważnie rozgląda się wokół. Kiedy potrzebuje odpoczynku wtula się i spokojnie zasypia przy ciele mamy. Antropolożka Jean Liedloff, badaczka wenezuelskich Indian opisuje, że tamtejsze dzieci, których rodzice pozostali „wierni instynktowi” są spokojniejsze, nie mają kolek, napadów agresji. Dzieci te od narodzin są przez większość czasu noszone przez swoich rodziców, są karmione na żądanie (w zupełnym oderwaniu od wskazówek zegara!), dzięki czemu ich poczucie zagrożenia opuszczeniem jest zredukowane do minimum. W pełni mogą cieszyć się poznawaniem siebie i świata, w którym żyją. (2) Towarzysząc dorosłym w ich codziennych czynnościach nie są w centrum świata, lecz są jego częścią i właśnie to zaspokaja ich naturalny głód wiedzy o tym, jak działa świat i jak żyją dorośli, którym dziecko przecież kiedyś się stanie.

O co chodzi z noszakami?

Być może pamiętasz jeszcze ze szkoły nazwy takie jak gniazdowniki i zagniazdowniki. Terminy te określają grupy ptaków, różniące się zachowaniami po narodzinach. Podobne podgrupy możemy wyróżnić wśród ssaków. Gniazdowniki to zwierzęta, które po narodzinach są ślepe, bezbronne i pozostają w gnieździe przez jakiś czas. Nie potrafią się samodzielnie przemieszczać. Mleko matek tych maluchów jest tłuste – pozwala młodym poczekać cicho w gnieździe nie wabiąc drapieżników, podczas gdy rodzic wędruje na polowanie (tak funkcjonują np. myszy, koty). Zagniazdowniki zaś (np. konie, krowy) są gotowe niemal od razu po narodzinach do samodzielnego wędrowania za stadem. Mają dojrzałe wszystkie zmysły i stabilną termoregulację. Podążają jednak przez długi czas za matką – jej obecność jest dla nich gwarancją poczucia bezpieczeństwa. W latach 70 ubiegłego wieku prof. Bernard Hassenstein, etolog, wyróżnił trzecią kategorię zwierząt, różną od wymienionych powyżej – to właśnie noszaki, do których zaliczamy m. in. naczelne – różne gatunki małp i… hmm, no właśnie. Do której z powyższych kategorii zaliczysz ludzi? Podpowiem Ci, że noszaki to zwierzęta, które po narodzinach dojrzewają przy matce. Nie są samodzielne, potrzebują ciągłej opieki, mają silny odruch chwytny, co pozwala im mniej lub bardziej trzymać się mamy. Jeśli nie są gotowe chwytać, to matka podtrzymuje je i intuicyjnie nosi nieustannie przez jakiś czas po narodzinach. Co bardzo ważne, mleko matek noszaków jest chudsze i dlatego maluchy potrzebują i domagają się częstego karmienia. Noszaki mają też umiejętność spokojnego snu mimo wstrząsów, hałaśliwego otoczenia czy zmian pozycji dorosłego, który je niesie (3). Hassenstein stwierdził, że niemowlęta ludzkie bez dwóch zdań należą do noszaków. Problem w tym, że kultura, w której żyjemy uczyniła je „gniazdownikami”, wpajając nam od pokoleń zupełnie nieadekwatny do ich potrzeb styl opieki nad dziećmi i wręcz wymuszając na nas „wzbogacanie” rodzicielstwa o mnóstwo zupełnie zbędnych „gadżetów” – wózki, smoczki, łóżeczka, leżaczki, chodziki…

Co z tego biorę?

W nurcie rodzicielstwa bliskości, który jest mi bliski istnieje pewna – w moim odczuciu nadrzędna – zasada: możesz brać i korzystać z tego, co ci najbliższe i co ci odpowiada. Nie ma sztywnych reguł, zasad, harmonogramów snu, karmienia czy aktywności dziecka, odpowiednich dla wieku. Bardzo to cenię bo wiem, że pozwala to rodzicom choć trochę wrzucić na luz, odpuścić porównywanie się z innymi i skoncentrować na tym, by z uważnością podchodzić do potrzeb swoich i dzieci. Dlatego jestem bardzo ciekawa i zamieniam się w słuch: co Ty bierzesz z tego wpisu dla siebie? 🙂

 

  1. Leboyer F., Narodziny bez przemocy, Wrocław, 1996
  2. Liedloff J., W głębi kontinuum. Warszawa, Wydawnictwo Mamania, 2010.
  3. Sendor M., Noś swoje dziecko. Dlaczego, jak i w czym? O chustach i nosidłach miękkich. Gdańsk, Wyd. Harmonia, 2008.

Obrazek: regina_zulauf