Być dla dziecka przywódcą. Jaki kompas nosisz w swojej kieszeni?

Jak być przewodnikiem w rodzinie? Kompas.

Kilka dni temu umieściłam na swoim profilu na Facebooku cytat z książki Jespera Juula „Rodzic jako przywódca stada”, którego istotą było znaczenie przywódcy dla jakości życia całej rodziny. Chcę Wam dziś opowiedzieć, co dla mnie znaczy bycie takim przywódcą, którego myślą przewodnią jest to, że „każdy w łódce się liczy”. Czy istnieje jakiś uniwersalny model postępowania rodziców, który gwarantuje dobry rozwój dziecka? I o co chodzi z tym kompasem?

Być przewodnikiem w rodzinie - cytat

Relacja podmiotowa – czyli jaka?

Relacja, w której każdy ma szansę doświadczyć tego, że jest ważny i wartościowy niezależnie od swojego zachowania to coś, co budzi u niektórych wiele niepokoju.  Kiedy zaczynam mówić rodzicom o tym, że dwulatek krzycząc i rzucając się na podłogę tak naprawdę chce zatroszczyć się o siebie, a nie jest niegrzeczny, wielu rodziców obawia się, że pozwalając na takie „wyzłoszczenie się” na mur beton zapewni sobie taki krzyk po wieczne czasy i towarzystwo rosnącego egocentryka. Wciąż łatwo wpadamy w koleiny dawnych wartości (choćby takich jak posłuszeństwo, grzeczność, podporządkowanie silniejszemu), nieprzystających do dzisiejszych czasów i szkodliwych dla rozwoju indywidualności i tożsamości człowieka. Tymczasem, w rodzicielstwie bliskości chodzi właśnie nie tylko o akceptację dla emocji dziecka, ale także o akceptację dla własnych uczuć i o poznawanie i działanie ze świadomością własnych granic. Nie chodzi o to, by pod wpływem krzyku dziecka za każdym razem zgadzać się na to, czego ono by chciało (chociaż czasem, czemu nie?), spełniając jego pragnienie, tylko dać mu coś czego potrzebuje tak naprawdę „pod” swoją złością – być może naszej obecności, kontaktu, bycia dostrzeżonym, autonomii?

Cechy przywódcy, który szanuje członków swojego „stada” – czyli czym charakteryzują się kompasy.

Bardzo podoba mi się odniesienie Juula do sposobu funkcjonowania wilczego stada. Może nie da się przełożyć tego modelu zerojedynkowo na zdrowe funkcjonowanie ludzkich „plemion”, ale istotnie, łączą nas ze zwierzęcymi stadami dwie wartości, które spajają i budują: więź i zaufanie. Idąc dalej, przywództwo, którego potrzebują dzieci to działanie proaktywne, empatyczne, elastyczne i zorientowane na dialog a także troskliwe. Być proaktywnym – to pokazywać dziecku siebie, mówić o swoich przeżyciach, określić swoje wartości i cele i trzymać się ich w kontakcie z dzieckiem. Jeśli zdarza Ci się mieć takie dni, kiedy niemal całkowicie poddajesz się woli dziecku, we wszystkim pytasz je o zdanie i ulegasz niemal wszystkim jego pragnieniom – niewykluczone jest, że to właśnie będą te dni, w których Twoje dziecko będzie bardziej niespokojne.  Dzieci potrzebują towarzystwa osoby, która wie czego chce, ponieważ to uczy je najwięcej o tym, czego one same chcą i potrzebują. Byłoby jednak zbyt prosto, gdyby chodziło tylko o świadomość własnych wartości i celów – zatrzymując się tylko na byciu proaktywnym, łatwo moglibyśmy wpaść w pułapkę bycia totalitarnym władcą, uznającym, że racja zawsze należy do niego – a wiemy już, że taki model funkcjonowania nie służy zdrowiu ludzi – ani całym społeczeństwom, ani ich mniejszym częściom, którymi są nasze rodziny. Aby mądrze przewodzić potrzebna jest także umiejętność reagowania w sposób elastyczny – a więc wcale nie żelazna konsekwencja! Nikomu z nas nie służyłby żaden reżim – choćby kładzenia się spać o określonej porze codziennie, niezależnie od wysiłku jaki kosztował nas dzień i potrzeby snu, która zmienia się w skali tygodnia, miesiąca… (nie mówiąc o zmianach, jakim podlega w dynamicznym rozwoju dziecka). Nikomu z nas nie służyłby reżim w zakresie ilości spożytego jedzenia, ani jakakolwiek inna sztywna konsekwencja li tylko w imię zasady, która odbiera możliwość zatroszczenia się o siebie w zgodzie z potrzebami. Kiedy więc moje dziecko jednego dnia chce poskakać na łóżku chwilę dłużej, zanim je pościelimy albo jeśli chce się pobawić domkiem dla lalek jeszcze chwilę zanim wyjdziemy z domu – wiem, że mam wybór i zanim powiem tak lub nie, patrzę wgłąb siebie co jest dla mnie ważne? Czy ważne jest dla mnie skuteczne działanie i punktualne wyjście z domu czy wolę zadbać o nasz kontakt, dzięki któremu łatwiej będzie nam współpracować przez resztę dnia? Nie zakładam, że muszę zadziałać w jeden określony sposób i to dodaje mi lekkości. Pozwala mi dokonać świadomego wyboru, w którym niezależnie od decyzji mogę zachować spokój i pewność, że to jest właśnie moje, tu i teraz. Od tego momentu wyboru zaczyna się kolejna ważna część przywództwa – zorientowanie na dialog. Mając świadomość swoich wartości i celów w danej chwili, chcę patrzeć, słuchać i szukać rozwiązania, w którym spotkamy się po środku. Nie boję się powiedzieć „nie wiem”, bo czasem to jest właśnie prawda, która się dzieje. Pytam i nie zakładam, że znam odpowiedź – zna ją tylko osoba po drugiej stronie. Staram się słuchać, troszcząc się o laurkowe myśli, pomysły, uczucia,  potrzeby, o jej unikalną wizję świata, której jestem ciekawa, bo każdego dnia jest inna, zaskakująca i wnosi coś nowego. A kiedy mnie to wszystko wkurza… wiem, że czas odwrócić kamerę na siebie i przyjrzeć się temu, co ta złość mówi o mnie?

Czy da się to wszystko zamknąć w jednej regułce, czyli czy istnieje kompas najlepszy na rynku?

Odpowiedź jest prosta i krótka: nie. Nie da się ustalić uniwersalnych i bezwzględnie korzystnych sposobów reagowania i postępowania z naszymi dziećmi. Kompasy dla relacji w istocie nie mają niestety nic wspólnego z kompasami, których działanie można obiektywnie zmierzyć (#metaforafail). Żadnej relacji nie da się zamknąć w takich obiektywnych ramach. Każdy kompas, złożony z wartości, celów, potrzeb i uczuć jest unikalny, niepowtarzalny – tak jak każdy człowiek jest inny.  To może przerażać ale i budować – w końcu każdy z nas może być sobą i rozwijać się w zgodzie ze swoimi wartościami. Być może łatwo też w tym myśleniu o bezradność i poczucie zagubienia – zwłaszcza, jeśli dotychczas tkwiliśmy w nieswoich schematach myślenia i z góry narzuconych regułkach postępowania, które być może wcale nam nie służyły, frustowały ale w końcu ustalił je specjalista, który na pewno „wie lepiej”. Być może w tym wszystkim pomoże Ci zadanie sobie poniższych pytań. Być może odpowiedzi sprawią, że poczujesz się pewniej i z większą lekkością i jasnością odnajdziesz się na swojej rodzicielskiej ścieżce.

Zapytaj siebie…

Kim jesteś?

Co cenisz sobie w swoim życiu i w swojej rodzinie? Czy ważna jest indywidualność każdego człowieka, jego unikalność czy bardziej cenisz sobie wartości, które służą grupie?

Co oznacza dla Ciebie wysoka jakość życia? W jakim stopniu cenisz sobie komfort psychiczny, równowagę, poczucie sensu, pełni, szczęście, bliskie relacje z innymi oparte na zaufaniu a na ile stawiasz na mierzalne czynniki potocznie rozumianego „sukcesu” takie jak ilość zarabianych pieniędzy czy status społeczny?

W jakie cechy chcesz wyposażyć dorosłego, którego wychowujesz? Czy chcesz by był poddaną innym, uległą jednostką, podporządkowującą się tłumowi czy też zależy Ci na tym, by była to osoba niezależna, świadoma, znająca swoją unikalną wartość, osoba troszcząca się o swoją godność i gotowa dostrzegać potrzeby innych?

Nie ma jednej słusznej odpowiedzi! Szukaj tego, co prawdziwie Twoje. Co zgodne z Tobą, Twoimi wartościami i celami.

Ucieszę się, jeśli napiszesz w komentarzu o swoich refleksjach!