Proszę, dziękuję, przepraszam… Czy rodzicielstwo bliskości oznacza wychowywanie niegrzecznych dzieci?

Rodzicielstwo bliskości a grzeczne dziecko

Mam wrażenie, że wielu rodziców reagujących niechęcią wobec hasła „rodzicielstwo bliskości”  obawia się, że podążanie drogą zrozumienia i empatii oraz stawianie na bliskość zaowocuje dzieckiem nieszanującym innych, nieuznającym cudzych granic i niepotrafiącym uznać szeroko pojętych norm społecznych. Czy tak jest w istocie? Czy w rodzicielstwie bliskości jest miejsce na przekazywanie „zasad” współżycia społecznego?

Przyznaję od razu, że trochę nie lubię tego pytania, które sama przed chwilą zadałam. Nie lubię, bo drażni mnie słowo „zasady”, które bardzo często odzwierciedla i cementuje przekonanie o tym, że „inni” (czyli starsi ode mnie lub młodsi ode mnie – w zależności od kontekstu, rodzice bądź grupa, w której przebywam…) są ważniejsi ode mnie, a ja i to co dla mnie ważne jest nieistotne. Tym bardziej bardzo daleko mi sercem do pytania zadanego w tytule – bo nie istnieją dla mnie dzieci niegrzeczne, a jeśli zaś istnieją gdzieś dzieci grzeczne to wiem, że bardzo często dzieje się to z wielką szkodą dla nich samych (zainteresowanych tematem odsyłam np. do lektury tej książki).  Zabieram się za ten temat pod wpływem impulsu z mojego prywatnego codziennego życia z obecnie dwuipółlatką, która nigdy nie usłyszała ode mnie poleceń w rodzaju: „przywitaj się z ciocią”, „zrób papa”, „daj wujkowi buziaka”. Jak to się zatem stało, że mając niespełna 3 lata bez żadnej ingerencji z zewnątrz, zupełnie samodzielnie bardzo często dziękuje, prosi, przeprasza, wita się i żegna z bliskimi sobie osobami?

Poczucie bezpieczeństwa – bliskość a autonomia

Pamiętam jeszcze jak rok, może półtora roku temu podczas niektórych spotkań z rodziną czy znajomymi zapadała lekko niezręczna cisza przy jednocześnie narastającym oczekiwaniu wobec mojej córki, by przywitała się/pożegnała zgodnie z przyjętymi konwenansami. W zasadzie to oczekiwanie raczej było kierowane w moją stronę – bym pokierowała jej zachowaniem w sposób, który zadowoli resztę otoczenia. „Nie masz ochoty się teraz przywitać bo potrzebujesz się pewnie jeszcze oswoić, tak? Dawno się nie widzieliśmy.” – padało zwykle z mojej strony i szczęśliwie wszyscy odpuszczali. Niemniej, trochę czasu zajęło mi, bym sama poczuła się pewnie i odnalazła spokój ochraniając integralność mojego dziecka, uznając, że to, co ona przeżywa jest dla mnie ważniejsze niż to, co pomyślą o mnie (o nas?) inni. Budziło to pewną konsternację – a ja wiedziałam przecież, że moja córka wita się tak jak potrafi i przede wszystkim tak jak sama lubi ze wszystkimi, którzy są jej bliscy na co dzień i że czym innym jest przywitać tatę po dniu pracy, a czym innym spotkać się z kimś obcym – bo właśnie kimś obcym może być dla rocznego dziecka ktoś, kogo to dziecko nie widziało nawet przez kilka tygodni. Z czasem, wraz z rosnącą autonomią dziecka – obawa i niechęć przed osobami, które kojarzy ono jak przez mgłę albo przed takimi, które zna ze wspomnień przytaczanych przez rodzica („To jest ta ciocia, u której kiedyś byliśmy nad morzem, wiesz? Możesz już tego nie pamiętać”) zmniejsza się i przybicie komuś takiemu piątki jest samą przyjemnością, o ile…

Motywacja wewnętrzna

…o ile ufamy dziecku i pozwalamy mu zdecydować samodzielnie czy i jak przywita się i zainicjuje wspólne spędzanie czasu z tą osobą. To kwestia, która dotyka różnych obszarów – godności dziecka i jego podmiotowości, integralności i szacunku wobec jego granic, ale też motywacji wewnętrznej. To taka część siły napędowej naszego istnienia 🙂 która wypływa z naszego wnętrza, z naszych niezaspokojonych potrzeb – z chęci bycia w kontakcie z drugim człowiekiem, bycia widzianym, z chęci do zabawy, do budowania relacji, do eksplorowania i poznawania świata. Sama czynność wykonywana siłą motywacji wewnętrznej jest nagradzająca. Każdy z nas od urodzenia przetrwał i zdobywał podstawowe umiejętności w oparciu właśnie o motywację wewnętrzną – płakaliśmy troszcząc się o swoje bezpieczeństwo, sięgaliśmy po zabawki chcąc się rozwijać i uczyć o świecie, wstawaliśmy, upadaliśmy i znów wstawaliśmy chcąc zrobić samodzielne kroki i rozwijając niezależność. Część z nas została przekierowana na działanie „zewnątrzsterowne”… np. doświadczając metody kija i marchewki (czyli nagród i kar, pochwał i krytyki, warunkowej miłości i akceptacji rodziców – „jesteś OK dopiero wtedy, gdy zachowujesz się tak czy siak”).

Pytanie, które warto sobie w tym miejscu zadać to:

Czy chcę, by moje dziecko witało się z każdym, kto wyciąga do niego rękę, by go zadowolić, nawet jeśli nie ufa tej osobie, boi się jej?

Czy chcę, by moje dziecko czerpało radość z kontaktów z innymi ludźmi – ze spotkań towarzyskich, poznawania nowych osób, przebywania z nimi a jednocześnie było uważne na to, na ile chce w te kontakty się angażować?

Czy chcę, by moje dziecko było sobą, czy też ważne jest dla mnie, by przede wszystkim kierowało się interesami innych ludzi?

Zupełnie inne znaczenie ma prośba kierowana perspektywą pochwały od prośby, kierowanej świadomością swoich potrzeb.

Szczególnie na wartości traci przepraszam, kiedy jest wypowiedziane pod presją warunkowej akceptacji dorosłego („w tej chwili przeproś!”) lub co gorsza pod groźbą kary („jak nie przeprosisz, nie włączę ci bajki…”).

Nie wiem też, jakie ma znaczenie dziękuję, które wypowiadamy dlatego, że tak wypada, a nie dlatego, że istotnie czujemy wdzięczność za coś dobrego, co nas spotkało. 

Naśladowanie

…to pierwszy i podstawowy mechanizm zdobywania wiedzy o świecie dla naszych dzieci, zaprogramowany biologicznie. Możemy go „podkopać” albo go dostrzegać i wykorzystywać, wyciskać wręcz jak cytrynę, świadomie dając naszym dzieciom przykład (celowo nie nadaję temu „przykładowi” żadnej oceniającej etykietki  uznając, że każdy z nas jest już teraz wystarczająco dobrym rodzicem, najlepszym, jakim w tej chwili może być). Już noworodki naśladują mimikę i gesty swoich rodziców. Im dalej w las tym skala naśladowania jest coraz większa… i myślę, że albo wiecie co mam na myśli, albo niebawem się o tym przekonacie 🙂

Naśladowanie dotyczy także witania, żegnania, proszenia, dziękowania i całej szeroko pojętej uprzejmości.

Jeśli Ty będziesz uprzejmy dla Twojego dziecka i pozostałych osób w Twoim otoczeniu, Twoje dziecko najprawdopodobniej też będzie.  Jeśli Ty podziękujesz dziecku za wsparcie, jakie ci okazało bawiąc się przez chwilę w samotności i pozwalając ci wykonać ważny telefon – prawdopodobnie ono też z entuzjazmem podziękuje ci, gdy o 22 zrobisz mu ekstra kanapkę z roztopionym serem – taką, jaką najbardziej lubi!

To od ciebie twoje dziecko uczy się, co to znaczy podziękować, poprosić i przeprosić, i obserwując ciebie uczy się, dlaczego warto to robić, gdy jest się w zgodzie ze sobą.

Empatia

Mam wrażenie, że o empatii mówi się coraz więcej. Mam też obawy, że nie zawsze trafnie rozumiemy to, co pod tym słowem się kryje. Jest dla mnie jasne, że umiejętność dostrzeżenia uczuć i potrzeb pod czyimś zachowaniem to coś, co można ćwiczyć jak mięsień ale też wiem, że nie da się empatii zamknąć w ćwiczeniach z rozpoznawania emocji na obrazkach, wnioskowania o emocjach z opowiadanych historyjek, „rozwiązywania” zadań z komunikacji empatycznej. Empatia nie jest domeną analitycznej części naszego mózgu tylko jego prawej, emocjonalnej półkuli.

Empatii trzeba doświadczyć, by wiedzieć, czym tak naprawdę jest.

Empatii trzeba też doświadczyć, by móc ją komuś dać.

Dając empatię dziecku (nazywając jego emocje, towarzysząc i nie przeszkadzając im…) i dając empatię sobie (skupiając się na tym, jakie emocje Ty przeżywasz, czego potrzebujesz i mówiąc o tym) pozwalasz mu doświadczać, czym jest troska o drugiego człowieka.

Rozmawiając o swoich przeżyciach pozwalasz dziecku przeglądać się w Tobie jak w lustrze i budować prawdziwy obraz siebie, kształtować jego tożsamość.  

 

„Widzę, że się zdenerwowałaś. Kiedy rzuciłaś tym kubkiem wystraszyłam się, że się potłucze. Nie podoba mi się takie rzucanie, bo potrzebuję spokoju i porządku. Jak to jest dla ciebie?”

 

Czegokolwiek nie odpowie w takiej lub podobnej sytuacji dziecko wiem, że z dużą szansą poczuje się zauważone i będzie bogatsze o wiedzę o tym, jak jego działania wpływają na otoczenie.

 

A kiedy zobaczysz, jak szybko to procentuje i wraca do ciebie z nawiązką… daj mi znać o swoich wrażeniach!

 

Obrazek: pixabay.com

 

Jeśli podoba Ci się ten tekst, udostępnij go swoim znajomym, klikając przycisk poniżej. Dziękuję! 🙂